Vesna Lorenc

Mieć wybór i wiedzieć

Pisałam jakiś czas temu na temat potencjału wykorzystywania wszechobecnych szans i nie wiedzenia, co wybrać. Dla wielu z Was ten tekst był inspirujący, a dla wielu – przelaniem Waszych rozterek na papier.  Sama byłam zdumiona takim odzewem i tym, jak bardzo – jak się okazuje – potrzebujemy wsparcia w podejmowaniu, czasem nawet najprostszych, codziennych decyzji. Tym wsparciem może być własna analiza ‚za‘ i ‚przeciw‘, skonsultowanie wyboru z kimś bliskim lub zaufanym, zdanie się na ślepy los lub umiejętność podejmowania działania w zaufaniu do siebie i własnych wyborów. I to właśnie tej ostatniej ścieżce, chciałabym poświęcić ten tekst.

Sama ostatnio doświadczałam dłuższego procesu podejmowania bardzo ważnych dla mnie decyzji. Wiązały się mocno z życiem zawodowym i specjalizacją, którą sobie obrałam. Jak pisałam wcześniej – postanowiłam się ze sobą nie siłować, tylko z pełną świadomością procesu zmiany i tego, że potrzebuje więcej czasu – właśnie to sobie dać. Dystans wakacyjny i ten czas zdziałały cuda. I muszę powiedzieć, że efekt zaskoczył nawet mnie samą. Podjęłam decyzje, a właściwie bardziej dałam im dojść do głosu. Przeszłam do działania i wszystko potoczyło się pomyślnie dla mnie. A ja jestem spokojna i szczęśliwa z takiego obrotu spraw.

Pomyślcie sobie, że macie pojechać po dziecko do szkoły. Jaką drogę wybieracie? Najkrótszą, najprostszą, urozmaiconą, a może po prostu taką, którą jeździcie cały czas. Przejeżdżacie ją odruchowo i w połowie się orientujecie, że zaraz będziecie u celu. Co chcę pokazać? Że, zazwyczaj działamy nawykowo. Być może to błahy przykład i przerysowany, ale pokazuje pewien mechanizm, który może nam się uruchamiać przy rzeczach większych i ważniejszych. W psychologii takie zjawisko nawet doczekało się swojej nazwy Nawykowe Ucieczkowe Działanie (NUD). Po co sobie komplikować życie, jak można wszystko robić po staremu. Ale robiąc wszystko po staremu, osiągane rezultaty również będą cały czas takie same.

A teraz weźmy na tapetę decyzję o odejściu z pracy. Bo warunki nie te, bo chcemy czegoś innego, bo potrzebujemy zmiany czy nowych wyzwań. W zasadzie, często jest tak, że nosimy decyzje w sobie, ale nie chcemy jej słyszeć. Pozwalamy aby zagłuszały ją właśnie nasze nawykowe działania (w myśl zasady – lepszy wróg znany…), opinie innych („dziecko, rynek jest taki niestabilny – lepiej siedź cicho tam, gdzie jesteś…”) , nasze lęki (a jak sobie nie poradzę?), niechęć przed zmianą (tu jednak mam wszystko w małym palcu).

Zapytałam Was, kiedy wiecie, że podjęliście słuszną decyzje. Odpowiedzi zawsze nawołują do odczuć – zadowolenia, spokoju, harmonii. Czyli wiemy, nie tyle kiedy wiemy na rozum, lecz kiedy czujemy, że postępujemy dobrze. A jest to możliwe tylko w momentach wsłuchania się w siebie i swoje potrzeby. To MY jesteśmy ekspertami swojego życia. I nikt lepiej od nas nie będzie wiedział, co jest dla nas dobre w danym momencie naszego życia.

Dlatego, życzę Wam  ćwiczenia uważności, wsłuchiwania się w siebie, uczenia się zaufania do własnych wyborów i intuicji. Racjonalne argumenty są potrzebne, ale serce nieraz podpowiada słuszniej. Zacznijcie od rzeczy małych i pamiętajcie, że trening czyni mistrza.

Powodzenia!

 


Subscribe: facebook | Just Be | linkedin