Vesna Lorenc

O jodze, rozwoju, misji i innych ważnych tematach

Przed Wami kolejny wywiad z cyklu inspiracji i serii "Zwykli niezwykli". Tym razem z JULIĄ BUTRYM POŁUDNIEWSKĄ - z wykształcenia filozofką z pasji joginką, z przekonań buddystką, z powołania nauczycielką jogi, z wyboru założycielką i właścicielką szkoły JogaRytm, z domu feministką, z miłości żoną i mamą, z konieczności kobietą.

 

Jesteś świeżo po egzaminie Junior 2 na kolejny stopień ścieżki jogi (który z ilu?).

Jest to czwarty, kolejny egzamin. Zawsze pojawia się pytanie „po co?”. Zdany egzamin dla mnie to nagroda za trud przygotowań. W jodze egzaminy są podsumowaniem pracy iluś lat, tysięcy godzin na macie, wyjazdów na warsztaty. I mają zdecydowanie szerszy kontekst, niż to co potrafimy pokazać fizycznie na macie.

Egzamin jest dla mnie również informacją zwrotną. Czy osiągnęłam już taki poziom, jaki sobie postawiłam za cel, czy jestem w dobrym miejscu i czy zmierzam w dobrym kierunku. Jest to duża satysfakcja, że moja praca została doceniona. I jest to dla mnie motywacja, aby pracować dalej.

 

Co pomaga Ci w rozwoju na co dzień?

Cieszy mnie, że w jodze nie ma takiego momentu, kiedy można powiedzieć że osiągnęło się już wszystko. Że wszystko się potrafi. Jak myślę o rozwoju, to bardzo nie chciałabym się zatrzymać. Nawet jak jesteś 20 lat na ścieżce, to zawsze jest coś do odkrycia. To jest niekończąca się droga. Rozwijasz się jako nauczyciel i jako jogin. Zawsze jest coś, co możesz jeszcze zmienić, poprawić, udoskonalić. Możesz mieć wgląd. Możesz zobaczyć więcej. A potem tą wiedzę przełożyć na uczniów. To mnie fascynuje, że cały czas mogę się rozwijać równolegle - jako joginka i nauczycielka jogi.

To mi brzmi jak totalna konsekwencja. Co robisz w chwilach zwątpienia?

(Śmiech). Mam naturę filozoficzną i często pojawia mi się pytanie „po co? dlaczego? Po co tak się wyginać na macie?”. Jak myślę o swoich uczniach, to widzę że ich motywacje do uprawiania jogi są bardzo różne. Jedno słowo, którym można je nazwać, to dobrostan. Rozumiany tak, że jest to uczucie pełni. Na poziomie fizycznym, psychicznym, emocjonalnym, na różnych poziomach. Ćwicząc jogę, można taki dobrostan osiągnąć.

Joga wiąże się z głębokim wglądem w siebie. Im dłużej ćwiczysz, tym bardziej dostrzegasz tą głębszą warstwę. Pogłębia się samoświadomość, zachodzą zmiany, czasami wręcz transformacje na różnych poziomach. Widzę to po sobie i po swoich uczniach. Poza powłoką fizyczną zewnętrzną jest coś dużo więcej. I to jest dla mnie ten magiczny moment. W myśl tego, czego nauczał Guruji (mistrz BKS Iyengara), że joga zaczyna się poza matą.

Jak rozumiesz stwierdzenie, że joga zaczyna się poza matą?

Weźmy przykład zwątpienia. Ćwiczysz jakąś asanę (pozycję jogi) i dochodzisz do ściany. Widzisz, że nie zrobisz ani milimetra więcej, ani chwili dłużej. Z jogą jest tak, jak w życiu. Zmagasz się, zmagasz i napotykasz na jakąś ścianę. Możesz się wycofać, możesz próbować dalej, możesz zrobić przerwę i wrócić do tematu. Masz wybór i Ty decydujesz. Tak jak w życiu. Joga często ujawnia naszą postawę życiową. Wśród uczniów zawsze będą osoby, które przed wyzwaniem zareagują stwierdzeniem – „ja tego nie zrobię”.  

Co mówisz do uczniów, którzy się poddają zanim doświadczą trudnej pozycji?

Jeśli mówisz, że nie zrobisz to tak też się stanie. Zmień nastawienie i spróbuj jeszcze raz. Zawsze możesz wyjść z trudnej pozycji. Ale zastanów się, dlaczego tak się dzieję i dlaczego chcesz to zrobić. Jeśli znajdziesz odpowiedź, która Cię satysfakcjonuję, to wyjdź z pozycji. Znowu odnosząc do życia – żyjemy w czasach, kiedy chcemy aby było szybko, łatwo i przyjemnie. I jeśli tak nie jest, to się buntujemy.

Smutek, ból i cierpienie to nie są przeciwności radości i przyjemności. Te odczucia są powiązane i stanowią całość. Jak ćwiczysz i pojawia się ból – zastanów się, czy chcesz go uniknąć czy chcesz go poznać? Czy chcesz kontemplować ból? Zobacz, co się zadzieję i jaka zmiana nastąpi.

Kontemplowanie bólu kojarzy mi się z męczennictwem lub oświeceniem. Co powiedzieć komuś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z jogą?

Ból, smutek, śmierć – to część życia. Warto sobie potrafić postawić lub umieć odpowiedzieć na pytanie, czy od nich uciekam czy umiem sobie z nimi poradzić? Wymaga to pewnej dojrzałości. Nawet jak chcesz wyjść z pozycji, zrób to świadomie, rozumiejąc dlaczego tak postępujesz.

Druga strona medalu – to ci uczniowie, którzy wytrzymają wszystko, choćby nie wiem jak bolało. Jak jest wycisk, to jest dobrze. I tutaj znowu – ważny jest wgląd. Zadaj sobie pytanie – do czego potrzebujesz takiego dokopania sobie?

Chodzi o to, aby umieć szukać szerszego kontekstu?

Wiele osób przychodząc na jogę ma już sprecyzowane oczekiwania. Nie ma czegoś takiego, że przychodzę i jestem pustym naczyniem i pozwalam na to, aby ktoś to puste naczynie wypełnił. Już czegoś pożądam albo czegoś nie chcę. Już wiem, że będzie lub nie będzie fajnie. Już coś zakładam.

W jodze jest dużo praktyki uważności, bycia ‘tu i teraz’. Wracając do bólu – on jest powiązany z przeszłością, bo kiedyś przeżyłem ból i czuje strach i lęk. Ale też z przyszłością – acha, zaraz będzie bolało, albo nie dam rady. Nie ma tej teraźniejszości, którą chcemy ćwiczyć.

W Indiach na hasło stanie na rękach, wszyscy na sali stają na rękach. Nieważne, że wśród uczniów są osoby otyłe, schorowane, początkujące. U nas na to samo hasło pojawiają się komentarze – nie wiem, nie umiem, boje się. Hindusi dlatego uważają, że u nas joga jest przeintelektualizowana. Będąc w Indiach, często słyszę – nie myśl, rób! Tak, jakby chcieli mnie wytrącić z intelektualnego pojmowania jogi i wyeliminować element zbytniego ‘myślenia’.

„Wyłączając” myślenie, jesteśmy bardziej ‘tu i teraz?

Guruji często tłumaczył, że jak krzyczy „wyprostuj kolano”, to nie jest do Ciebie, lecz do twojego kolana. Chodzi o to, aby nie brać tego krzyku do siebie, tylko pozwolić aby dotarł bezpośrednio do kolana. Skoncetrować się na działaniu w danej chwili i wyprostować kolano. Myślę, że to jest inny schemat postępowania, niż ten który znamy i do którego przywykliśmy.

Jak rozszyfrujesz słowo POKORA? Jakie ono ma znaczenie dla Ciebie?

Pokora, zgoda, akceptacja swoich ograniczeń. W jodze to dla mnie oznacza pogodzenie się z tym, że z powodu budowy, proporcji, sztywności nie mam dostępu do wszystkich pozycji. Przyjęcie i zaakceptowanie, że jakaś pozycja może być już dla mnie nieosiągalna.

Szerszy aspekt pojawia się w kontekście prowadzenia własnego biznesu - szkoły jogi. Tego, że chciałabym być wszechstronna i wszystko zrobić idealnie – PR, marketing, sprzedaż. A nie jestem w stanie być dobra we wszystkim. Obserwuje, że na początku tej drogi pojawiał mi się bunt i frustracja. Ponieważ nie jest tak jakbym chciała. Potem przyszła akceptacja, że nie jest wzorcowo, książkowo, ale jest po mojemu, czyli czasem nieudolnie. I tak rozumiem pokorę.

To brzmi jak zmiana perspektywy i znalezienie wartości w swoich działaniach?

Dokładnie tak. Przekładając na jogę – jak masz trudność w jakiejś pozycji, to spójrz na nią z innej strony. Porzuć ją na chwilę i przejdź do innych asan, które mogą cię doprowadzić do upragnionej pozycji. W psychologii czy coachingu to zmiana perspektywy. Tuż przed ostatnim egzaminem z jogi czytałam książkę Murakamiego, gdzie znalazłam mądre zdanie. W chwilach słabości powtarzałam je sobie jak mantrę – „Ból jest nieunikniony, cierpienie jest wyborem.” Ćwiczyłam, ból się pojawiał, ale fakt że mam wybór dodawał mi energii.

Jaka jest Twoja misja życiowa?

Nie mam takiej misji sformułowanej. Moje życie to chyba nie są bohaterskie czyny, ambicje uratowania świata. To raczej małe kroki, drobne zmiany, głównie w sobie. Staram się być ‘tu i teraz’. Im jestem starsza, tym bardziej to doceniam. Jedna z praktyk buddyjskich, które uwielbiam, to praktyka wdzięczności. Wyrażanie jej za najdrobniejsze codzienne rzeczy. Za to, że świeci piękne słońce, za to że mogę uczyć jogi. Jest to umiejętność koncentracji na rzeczach, które są niby małe i błahe, ale są integralną częścią dnia codziennego. Zaczynając praktykę jogi, również zaczynamy od podziękowań i wdzięczności wobec nauczycieli. Robimy ukłon głowy w stronę serca integrując to, co w głowie i w sercu. Staram się doceniać to co mam i przyjmować to co przychodzi.

Joginka, buddystka, mama, żona, córka, przedsiębiorczyni - kim najbardziej jesteś?

Nie potrafię się tak jednoznacznie określić. Równie dobrze jestem tym wszystkim i równie dobrze nikim z tego. To są etykiety i role, rodzaj ubrania. Jestem tutaj na jakiś czas. I to wszystko to dla mnie różne odcienie tego samego. Te role się przeplatają. Najbardziej jestem filozofką, która buduje jakąś tożsamość, lubi rozmyślania, lubi głębsze rozmowy. To wszystko się dla mnie łączy.

Czy jogi można nauczyć? Jak Ty to rozumiesz?

Myślę, że tak. Ale nie należy liczyć na szybkie efekty. Dlatego też tak wiele osób się zraża. Bo liczymy na „oświecenie w weekend”. A tutaj jest potrzeba czasu, potu i łez. Spośród osób zaczynających jogę, po trzech miesiącach pozostanie około 30 procent. Ponieważ joga to ciągłe zmaganie się ze sobą, ze swoimi nawykami i słabościami. Ale niesamowite jest to, że Ci którzy zostają, obserwują tą przemianę. Odkrywają coś więcej. I jest to zmiana jakościowa, a nie ilościowa.

Gdybyś jeszcze raz miała wybierać swoją ścieżkę zawodową - jak ona by wyglądała?

Zawsze chciałam być businesswoman, która skończyła świetne szkoły, świetnie wygląda i świetnie zarabia. Coraz częściej spotykam takie osoby. I paradoksalnie okazuje się, że to one zazdroszczą mnie. Nie wiem, czy wybrałabym ponownie to samo jako zawód. nie chciałabym się ograniczać i zamknąć w jodze. Pociąga mnie każda czynność - gotowanie, szydełkowanie - przy którym można się zatrzymać.

A co w takim zatrzymaniu jest atrakcyjnego?

Bycie! Tak, jak mnich, potrzebuję się zatrzymać. Przełamać pośpiech. Siąść, być w chwili i nie myśleć że w tym momencie zawalasz inne rzeczy. Kontemplować. Być. Tu i teraz. To esencja życia.

 

PRAKTYKA COACHINGOWA:

2 rzeczy, które możesz dla siebie zrobić, aby być bardziej uważną/uważnym i wspierającym dla siebie na co dzień: 

  1. ‘TU I TERAZ’

Prostym, pomocnym i niezwykle skutecznym narzędziem w złapaniu kontaktu z daną chwilą, osadzeniem się w rzeczywistości i poczuciem tak zwanego ‘tu i teraz’ jest ODDECH. Stań lub usiądź wygodnie, bez skrzyżowania ramion lub nóg. Poczuj ziemie pod stopami. Zamknij na chwile oczy. Poprowadź powoli wdech tak, jakby miał on dotrzeć aż do czubków Twoich palców u nóg. I powoli zrób wydech, pokonując tą samą drogę powrotną. Zrób kilka powtórzeń i zaobserwuj, co się zadzieję.

        2.  PRAKTYKA WDZIĘCZNOŚCI

Codziennie wieczorem spisz 3 rzeczy, za które jesteś wdzięczna/wdzięczny danego dnia. Taka praktyka pozwoli Ci dostrzec to, co dla Ciebie ważne. Zobaczyć więcej i pogłębić samoświadomość. Zachęcam do notowania. Podświadomość inaczej reaguje na słowo pisane.


Subscribe: facebook | Just Be | linkedin