Vesna Lorenc

Głodny świata - czyli jak porzucić korporacje i wyruszyć w świat

Dzisiaj pierwszy z cyklu inspiracji – rozmowa z Filipem Turowskim, managerem który porzucił korporacje, aby spełnić swoje marzenia o podróży dookoła świata i wydaniu książki kucharskiej po tej wyprawie. Mam nadzieję, że ta opowieść wciągnie Was tak samo, jak mnie. A na końcu dodatek specjalny - praktyka coachingowa. Przyjemnej lektury i czekam na Wasze opinie i komentarze.

Zaczynasz nowy projekt - podróży życia. Czym ma się różnić od innych tego typu inicjatyw, o których słyszymy od czasu do czasu w mediach?
A czy musi? Dla mnie to inicjatywa jedyna i wyjątkowa (śmiech)! A mówiąc poważnie, od początku starałem się nadać swojej podróży drugi wymiar. Nie chciałem po prostu rzucić pracy i pojechać na długie wakacje - czułbym, że czegoś w tym brakuje i nie o to mi chodziło. Dlatego podjąłem wyzwanie połączenia swoich dwóch największych pasji: podróży i gotowania. Postawiłem sobie dość jasny cel i wyznaczyłem pewne ramy: za równo czasowe, jak i dotyczące samych założeń. Przemierzę świat, poznając jego najlepsze smaki. Tym sposobem stworzę swoistą mapę kulinarną świata, którą przekuję po powrocie w książkę kucharską - przewodnik po najlepszych daniach z całego świata. Oczywiście tych smaków nie byłoby, gdyby nie stojące za nimi osoby, więc całe przedsięwzięcie ma charakter kulturowo-kulinarny, a ja będę się starał opowiedzieć o smakach poprzez historie ludzi.

Jakie kraje planujesz odwiedzić?
Zaplanowana trasa obejmuje Zjednoczone Emiraty Arabskie, Japonię, Koreę Południową, Chiny, Wietnam, Kambodżę, Tajlandię, Laos, Mjanmę, Malezję, Indie, Filipiny, Indonezję, Australię, Nową Zelandię, Chile, Peru, Boliwię, Argentynę i Brazylię. Oczywiście ten plan może i pewnie będzie ewaluował - w podróży może wydarzyć się tyle rzeczy!

 

Jak długo będziesz w podróży? Czy masz ją zaplanowaną w szczegółach? Co przeważyło gdzie i ile się zatrzymasz?
To w dużej mierze zależy od tego, jak się ona potoczy. Jednak na realizację swoich założeń będę potrzebował minimum 12 miesięcy, więc myślę, że rok to minimum.

Pierwsze 6 miesięcy zaplanowałem dość dokładnie - wiem mniej więcej, który kraj kiedy odwiedzę. Wynika to głównie z konieczności zakupu tanich biletów lotniczych na lokalne połączenia - przy tak długiej wyprawie liczy się każda złotówka. Kolejne przystanki będą się klarowały wraz z biegiem czasu. Sam plan układałem z kolei dość spontanicznie - usiadłem przed swoim dużym globusem i zrobiłem listę destynacji, o których zawsze marzyłem. Później naniosłem ją na kalendarz i tak powstał szkielet wyprawy. Zabawne jest to, że przy rocznej podróży dookoła świata czasu jest paradoksalnie niewiele - początkowo człowiek myśli, że spokojnie odwiedzi każdy kraj, a potem zdaje sobie sprawę, że potrzebowałby na to paru lat (śmiech).

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się u Ciebie myśl o zmianie sposobu życia? Czy pamiętasz ten moment? 
To zabawne, ale mam już pewnie doświadczenie w drastycznych zmianach (śmieje się). Poprzednią pracę w agencji reklamowej również rzuciłem po to, by wyjechać w świat - jednak wówczas tylko na trzytygodniowy urlop. Sama decyzja była dość emocjonalna, jednak nie pojawiła się znikąd - czułem, że jestem w niewłaściwym miejscu. To była pierwsza „prawdziwa” praca po studiach i byłem idealistą, marzącym o wspaniałej, spełniającej i dającej mnóstwo radości pracy. Gdy poczułem, że tego od niej nie dostaję, w głowie zaczęła kiełkować decyzja o zmianie. Później wylądowałem w dużej, międzynarodowej korporacji. Praca w marketingu dawała mi dużo frajdy i od początku dużo mnie uczyła, przyćmiewając negatywne aspekty korporacyjnej rzeczywistości. Jednak po paru latach doskonale zdawałem już sobie sprawę, że to nie jest mój świat i trzymają mnie tam tylko ludzie. Pojawiła się frustracja, zwątpienie, niemoc typowa dla pracy w dużych organizacjach. I pytania: po co? Zacząłem dojrzewać do przyznania przed samym sobą, że życie można prowadzić na różne sposoby i żaden nie jest gorszy od innego. W tym samym czasie w moje ręce trafiła pierwsza książka o podróży dookoła świata. Później następna i kolejna, aż w głowie pojawiła się myśl o tym, że żyję tylko pozornie i półśrodkami, a spełnienie jest gdzie indziej. Wówczas podjąłem decyzję o wyjeździe, choć sam przed sobą jeszcze się do tego nie przyznawałem. Kilka miesięcy później kupiłem bilet w jedną storę do Japonii, a moje największe marzenie stało się rzeczywistością. Jadę!

Co spowodowało chęć rzucenia dobrze zapowiadającej się pracy w strukturach międzynarodowej korporacji na rzecz podróży w nieznajome?
Głównie właśnie to mierzwiące poczucie, że „marnuję życie”. Że nie nadaję się do korporacji, że daję z siebie wszystko i trochę więcej, a nie jest to doceniane. Nie miałem o to żalu do konkretnych osób, tylko do tworu, jakim jest korporacja, z założenia czasem bezwzględna. Choć chyba łatwiej i zdrowiej byłoby móc się na kogoś złościć (śmiech). Czułem, że jest coś więcej, że mogę więcej osiągnąć, bardziej się rozwinąć, że szklany kubik, w którym siedzę, okrutnie mnie ogranicza i nie daje mi rozwinąć skrzydeł. Ponoć należę do pokolenia Y, podchodzącego do pracy dość specyficznie i stawiającego przed nią i przełożonym jasne oczekiwania. Ja poczułem, że nie dostaję tego, czego chcę, potrzebuję i co mi się należy, więc postanowiłem sam stworzyć swoją pracę i posadę.

Jak zareagowało Twoje otoczenie i Twoi bliscy na wieści o zmianie?
Zaskakująco miło (śmiech). Zdawałem sobie sprawę, że moja decyzja jest dość sprzeczna z tym, jak zwykło się u nas myśleć o powinnościach życiowych osób w moim wieku, więc trochę obawiałem się braku zrozumienia, a nawet pewnej dezaprobaty. Nic takiego się jednak nie wydarzyło: znajomi z pracy byli zachwyceni, przyjaciele ogromnie wspierający, a rodzina - choć na początku odrobinę skonsternowana - pełna akceptacji. Często słyszałem też, że zazdrości się mi odwagi - to dość zabawne, bo zupełnie nie postrzegałem swojej w kategorii bardzo odważnej. Może kluczem jest zrozumienie, że to co osiągnęliśmy zawodowo i materialnie, w zestawieniu ze szczęściem, spełnieniem i uśmiechem, wypada blado?

Jak przebiegał proces przygotowywania się do podróży?
Dość syntetycznie (śmiech). Do tak długich podróży przygotowania trwają zwykle ponad rok. Ja miałem sześć miesięcy, niewielkie oszczędności i mnóstwo pomysłów, dlatego całość była trochę partyzancka. Z natury jestem jednak zorganizowany, więc udało mi się zarządzić tym procesem w najlepszy możliwy sposób: kluczem było zrobienie szczegółowego planu. Ciekawiej za to wyglądał mój proces myślowy - od euforii trwającej miesiąc po zakupie biletów, przez zwątpienie i pytanie siebie „co najlepszego narobiłeś?”, po strach, a nawet przerażenie. Ale jak powiedziała moja przyjaciółka: „chyba coś byłoby z tobą nie tak, gdybyś się nie martwił?”.

Co w nim było najtrudniejsze, a co Cię wspierało i motywowało do działania?
Zdecydowanie najtrudniejsze były momenty zwątpienia, gdy całą sprawę rozdmuchiwałem w głowie do monstrualnych rozmiarów tragedii i nieodpowiedzialnej fanaberii. Wówczas podjęcie najmniejszej decyzji było problemem nie do przejścia. Za to ogromnie wspierające były i są rozmowy z ludźmi - gdy widzę, jak uśmiechają się im oczy i jak pozytywnie reagują na mój pomysł, czuję, że było warto i że spełniam swoje największe marzenie. Więc rozmawiajmy ze sobą!

Czy masz plan A i plan B? Czy istnieje ‘biały’ i ‘czarny’ scenariusz?
To nie może się nie udać (śmiech)! Wychodzę z założenia, że podjęcie decyzji o wyjeździe to jeden z moich większych sukcesów. Dalej naprawdę jest prościej. Mój wyjazd to taka życiowa tabula rasa, impuls, który ma poprowadzić moje życie w nowym, lepszym kierunku. Niewykluczone jednak, że po powrocie będę chciał wrócić tam, gdzie skończyłem - i o ile będę czuł, że to dla mnie dobre, wciąż będzie to dla mnie sukces. Życie jest tak nieprzewidywalne, świat tak wielki i piękny, że ciężko jest mi określić kryteria powodzenia - tyle wspaniałych rzeczy może się codziennie wydarzyć!

Czy masz 'złote rady' dla osób chcących rzucić korporację - jak to zrobić z głową? Z perspektywy dnia dzisiejszego.
Przede wszystkim zadaj sobie pytanie, co tak naprawdę Ci przeszkadza. Cały czas pamiętaj, że jesteś wyjątkową osobą, która zasługuje na najlepsze. Ułóż sobie w głowie plan, a emocje odłóż na bok. Gdy podejmiesz decyzję, pogadaj szczerze z przełożonym - możesz być zaskoczony, z jakim wsparciem i zrozumieniem się spotkasz!
Z natury jestem obowiązkowy, więc rozmowa z przełożonym od początku spędzała mi sen z powiek. Powiedzieć od razu? Czy może poczekać do samego końca i złożyć niespodziewane wypowiedzenie? Finalnie postąpiłem tak, by być w zgodzie ze sobą - nawet, gdyby miało to mieć negatywne konsekwencje. Niedługo po zakupie biletów poprosiłem szefową o rozmowę i szczerze opowiedziałem, co planuję. Spotkałem się z wielkim wsparciem i zrozumieniem. Ba, nawet wyzbyłem się wątpliwości, gdy od doświadczonego menadżera usłyszałem, że mój wyjazd będzie tylko i wyłącznie atutem w CV. Dlatego jestem zdania, że jasne postawienie sprawy jest najlepszym wyjściem.
Zastanów się, co ma nastąpić i określ swój cel - nazwij to, co przyniesie Ci spełnienie. Być może pomoże ci rozpisanie tego w czasie i określenie etapów pośrednich. Zaplanuj, za co będziesz żyć. I bądź gotowy, bo nie będzie łatwo - praca nad życiowym projektem jest dużo bardziej wymagająca, niż praca na etacie. Ale poczucie szczęście i oddech pełną piersią są bezcenne.

Na koniec pytanie z czego się utrzymasz?
Na początku, głównie z oszczędności. Prowadzę też teraz kampanię crowdfundingową, gdzie każdy może przyłączyć się do mojej wyprawy i ją wesprzeć. W zamian oferuję kopię e-booka kucharskiego, który napisze po powrocie. Planuję też tworzyć teksty do magazynów i portali podróżniczych, a być może uda mi się też sprzedawać moje zdjęcia. A jak będę w podbramkowej sytuacji, zaciągnę się do pracy na eko plantacji kiwi w Nowej Zelandii i przeżyję kolejną, niezapomnianą przygodę (śmiech). 

Każdy, kto chce wesprzeć projekt Filipa, może dołożyć cegiełkę – link tutaj: https://www.indiegogo.com/projects/i-m-hungry-for-the-world-round-the-world-cookbook#/story

Jeśli chcesz śledzić bloga - link tutaj: http://glodnyswiata.blogspot.com/p/biblioteka.html

Filip Turowski - psycholog, zawodowo związany z marketingiem i reklamą. Fanatyk podróży, dobrego jedzenia i czarnej kawy. Marzyciel, który odważył się wszystko rzucić i ruszył przed siebie smakować świat. Swoje przygody opisuje na blogu: www.glodnyswiata.blogspot.com.

  

PRAKTYKA COACHINGOWA:

3 wskazówki od czego zacząć, planując zmianę życiową:

1. WIZJA KOŃCA

Kiedy planujesz większą zmianę w swoim życiu, zacznij od tyłu, czyli wizji końca. Poświęć czas na wsłuchanie się w swoje pragnienia. Jak to życie ma się zmienić? Jak będzie, jak już osiągniesz cel? Kto będzie Cię otaczał? Jak będziesz wyglądać Ty i Twoje otoczenie?

2. PRZEKUJ WIZJE W PLAN DZIAŁANIA

Każde marzenie można przekłuć w cel do zrealizowania. Osadź je w czasie do realizacji, a od razu nabierze realności. Określ datę, kiedy cel ma zostać osiągnięty. Ma to być data realna. Nie za szybka, ani zbyt odległa. Taka, która da czas na przygotowanie i realizację planu krok po roku. Wyznacz kamienie milowe tego planu, takie jak punkty podróży w przypadku Filipa. Zapisz, czego potrzebujesz na każdym etapie realizacji celu oraz co lub kto może Ci w tym pomóc. I zacznij działać realizując jeden punkt w jednym czasie.

3. OTOCZ SIĘ OPIEKĄ

W każdym procesie zmiany są punkty krytyczne. Tak, jak Filip określił swoje najtrudniejsze momenty zwątpienia. Wiedząc o tym, obmyśl strategię, jak będziesz siebie wspierać w tym procesie? Kontaktem z bliskimi, dodatkowym budżetem na czarną godzinę, wspierającą literaturą, dobrym słowem.

 

Trzymam kciuki!

 


Subscribe: facebook | Just Be | linkedin